sobota, 1 marca 2014

Louis Tomlinson #5

Edit: Hej. :) Nie wiem, co mi się stało, że napisałam ten imagine. Jakoś tak wpadłam dzisiaj na jego pomysł i napisałam. Mam nadzieję, że Wam się spodoba! Jestem ciekawa, czy to chwilowe, że piszę, czy jednak na dłuższy czas wróciłam. Jeśli ktoś z Was ma jakiś gotowy imagine to proszę o wysłanie go na maila. Jeśli mi się spodoba to go wrzucę (byle rżnięcia z tysiącem błędów i bez zachowania jakiś zasad estetyki i dobrego smaku nie będę tu publikować).  I jeśli chcecie poznać mnie od innej strony to zapraszam na mojego bloga: http://live-of-barbara.blogspot.com/ . Z mojej strony to tyle. Zapraszam do czytania!
Kisses & hugs,
Basia.

P.S. Jeśli ktoś z Was nie czytał poprzedniego imagine z Liamem to tu macie link: http://imagine-plus-18-one-direction.blogspot.com/2014/02/liam-payne-4.html  
_____________________________________________________________

- Wróciłam! - krzyczę, zamykając za sobą drzwi. Dwójka dzieci biegnie przywitać się ze mną.
- Mama! - Cieszy się moja pięcioletnia córeczka Martha. Kucam i przytulam do siebie i ją i Xavera. Xavery ma już sześć lat. 
- W końcu wróciłaś - słyszę głos Louisa. Nie jest zadowolony. No cóż... Już dwudziesta. Ale dopiero skończyliśmy projekty nowej kolekcji ubrań. 
- Przepraszam - mówię, wstając. 
- Dzieci, idźcie umyć łapki i zaczekajcie na nas w jadalni - mówi Louis łagodniejszym głosem. Dzieci grzecznie idą do jadalni. - Mogłabyś wracać wcześniej do domu. Mogłabyś w ogóle nie pracować i oboje moglibyśmy zajmować się dziećmi. One Ciebie potrzebują. Ja Ciebie potrzebuję. Wiem, że robisz to co kochasz, ale są jakieś granice. Wychodzisz z domu o siódmej, wracasz tak jak dzisiaj jeśli nie później. TI proszę, zrób coś z tym. Nasze dzieci wkrótce zapomną, że mają mamę.
Czuję się jak skarcony pies. Louis ma rację, oczywiście, ale... W sumie nie ma żadnego "ale". Ma rację.
- Masz racje, przepraszam. Wezmę tydzień wolnego w pracy i wyjdziemy gdzieś, dobrze?
- Myślisz, że jeden wyjazd wszystko naprawi? - pyta. W jego oczach widać złość.
- Nie. Będę też wracać wcześniej. Po prostu moja praca jest moim trzecim dzieckiem.
- Któremu poświęcasz póki co najwięcej czasu. 
Spuszczam głowę. Nie jestem w stanie znieść dłużej jego wzorku. Przegryzam dolną wargę. 
- Wiesz, dlaczego ożeniłem się z Tobą? - pyta, podchodząc do mnie.
- Bo mnie kochałeś - odpowiadam, wciąż patrząc na swoje Louboutiny. 
- I kocham nadal - mówi, unosząc moją brodę, tak bym spojrzała w jego oczy. Są już łagodniejsze. - I chciałem mieć z Tobą dzieci. Wydawałaś się być idealnym materiałem na żonę i mamę. I jesteś, gdybyś tylko poświęcała nam więcej czasu. Proszę zróbmy coś z tym zanim będzie za późno i odbije się to na naszych dzieciach. Ja nie dam rady być dla nich i mamą i tatą. 
- Dobrze. - W głowie mam plan działania. - Zrobimy tak: będę pracować o 8 do 16 lub 17. W soboty i niedziele robię sobie wolne.
- Cudownie. Dziękuję. - Delikatnie całuje mnie w usta. - TI, kiedy ostatni raz uprawialiśmy seks?
- Hmm... - zastanawiam się. - Na pewno nie ostatnio.
- To może jak położymy dzieci to... - Zabawnie porusza brwiami i przyciska swoje krocze do mojego. 
- Wspólna kąpiel? - proponuję. Marzę o niej. Jestem wykończona. 
- Nie ma problemu. Chodźmy zjeść kolację. 
***
Xavery zasnął podczas czytania bajki. Wstaję i wychodzę z jego pokoju, gasząc światło. Przemierzam cały korytarz aż dochodzę do podwójnych drzwi. Otwieram je. Na łóżku leży Louis. 
- Idziemy się kąpać? - pytam.
- Odkąd to zaproponowałaś tylko na to czekam - odpowiada, wstając. Podchodzę do niego. Louis chwyta mnie w talii i unosi. Oplatam nogami jego pas i mocno trzymam się jego szyi. Znów czuję się jak dwudziestolatka. Louis idzie do łazienki. Stawia mnie na niedużym, białym dywaniku z długim włosiem. Zabieram się za odkręcenie wody. Gdy wanna się napełnia Louis mnie całuje. Namiętnie. Tak jak kiedyś. Jego palce wędrują pod moją białą, jedwabną koszulę. Przez jego dotyk przechodzi mnie dreszcz. Dawno już tego nie czułam. Louis rozpina kilka guzików mojej koszuli, po czym zdejmuje mi ją przez głowę. Nie pozostaję mu dłużna i zdejmuję jego koszulkę. Louis sięga dłońmi do zamka mojej ołówkowej spódnicy. Rozpina go, a materiał spada na podłogę, wokół moich kostek. Jestem w samej bieliźnie: białym staniku z Victoria Secret i czarnych figach z paskami koronki na biodrach. 
- Mmm. 
- Też mi się podoba. - Odpinam guzik od jego dżinsów i rozpinam rozporek. Zsuwam je z jego bioder. Louis ma na sobie czarne bokserki od Calvina Klaina, które opinają się na jego penisie i pośladkach. Wsuwam palce pod gumkę i zdejmuję je. Po sekundzie mój mąż jest nagi. Wygląda jak ideał. I jest mój. 
Louis nie pozostając mi dłużny, jedną ręką rozpina mój stanik, a po chwili zdejmuje moje majtki. 
- Piękna jesteś - mówi, gładząc zewnętrzną stroną dłoni, moje ramię. Uśmiecham się delikatnie. Chwyta moją dłoń i wchodzimy do wanny. Wpół leżę, oparta o tors Louisa. Rozmawiamy o tym, gdzie moglibyśmy pojechać z dziećmi, a gdzie sami. Dłoń Louisa wędruje do mojej clitoris i palcami zatacza małe kółka. Próbuję się skupić na rozmowie z nim, ale jest  to cholernie trudne. 
- Rozmawiamy czy uprawiamy seks? - pytam prosto z mostu. Dwa palce Louisa wchodzą we mnie w odpowiedzi. Porusza nimi, a ja  cicho pojękuję. Mój oddech przyspiesza. I nagle... nic. Louis przestaje poruszać palcami we mnie. 
- Umyję Cię - mówi. Chwyta butelkę z żelem, wylewa jej trochę na dłoń, spienia i myje mnie. Lubię jego dotyk, lubię czuć jego palce na swojej skórze. 
- Moja kolej - mówię, gdy jestem już cała umyta. Louis podaje mi butelkę. Zaczynam go myć od szyi, przez ramiona, ręce, brzuch, nogi i wracam do jego krocza. Dokładnie myję jego penisa, przy okazji pieszcząc jego żołądź. Przegryzam wargę, gdy słyszę jak Louis bierze głęboki oddech. 
- Nawet nie wiesz jak wielką mam ochotę teraz na Ciebie - mówi przez zaciśnięte zęby. Uśmiecham się i całuję jego penisa. Louis odwraca się i odkręca wodę. Spłukuje nas oboje z piany, po czym wychodzimy z wanny. Chcę zacząć się wycierać, ale Louis ma inny pomysł: bierze mnie na ręce i zanosi do sypialni, w której kładzie mnie na łóżku. Szybko podciągam się tak, by mieć głowę na poduszkach. Louis pochyla się nade mną i całuje mnie. Wplatam palce w jego włosy i lekko pociągam za końce. Napiera swoim kroczem na mój brzuch. Czuję jak jego penis twardnieje. Dłoń Louisa wędruje na mój pośladek. Drugą ręką pieści mój sutek. Przechodzi mnie dreszcz, a mięśnie mojego podbrzusza się napinają. Wypycham biodra do przodu, dając Louisowi znak, że chcę, by wszedł we mnie.
- Czego chcesz? - pyta, przerywając pocałunek. Uśmiecha się seksownie. 
- Ciebie - szepczę, spragniona. Chcę, by był we mnie. Potrzebuję tego. Płonę z pożądania. 
- To znaczy? 
- Błagam, wejdź we mnie - mówię, zdesperowana. Louis jednak woli się ze mną podroczyć. Schodzi niżej i językiem pieści moją clitoris. O Boże... Zamykam oczy, biorąc  głęboki oddech. Czuję zagłębiające się we mnie palce Louisa. Czuję jego palce dotykające ścianek mojej pochwy, Chryste Panie. Wypycham biodra mocniej do góry. Jego język odnajduje mój słaby punkt. W moich jękach można odnaleźć imię Louisa, wzywam też Boga. Jego palce przyspieszają. Wszystko we mnie się napina, jestem o krok, o kilka ruchów języka i palców Louisa od szczytu, gdy Louis przestaje. 
Patrzę zaszokowana na swojego męża. Jak on może tak się bawić ze mną?!, zastanawiam się. Dlaczego mi to zrobił?
- Teraz Cię przelecę - mówi, przejeżdżając językiem po swoich zębach. Sięga ręką do szuflady, z której wyjmuje prezerwatywę. 
- Nie chcę jej - mówię, zanim pomyślę. Chrzanić to, najwyżej będę mieć trzecie dziecko. 
- To nawet lepiej. - Uśmiecha się. Widzę w jego oczach, że jest podekscytowany. Całuje mnie w usta, mocno, namiętnie. Dotyka mnie. Czuję jak jego penis, chce zagłębić się we mnie. W końcu Louis wchodzi we mnie. Powoli, delikatnie, tak jak zawsze. Powoli przyspiesza, ale wiem, że to nie będzie krótki seks. Oplatam nogami biodra Louisa, napinam mięśnie  Kegla, by lepiej go czuć, by mocniej ścisnąć jego penisa. Louis porusza się z wyczuciem. Jego usta błądzą po mojej twarzy, szyi, na której zostawia malinkę. Lekko przygryza płatek mojego ucha. Nasze palce splatają się. Odnajdujemy wspólny rytm: oboje cofamy się biodrami, po czym spotykamy się wpół drogi. I tak ciągle, póki nie zmieniamy pozycji na kowbojkę. Nasze dłonie wciąż są złączone, a ja delikatnie poruszam się. Och, jakie to cudowne. Trochę przyspieszam. Mocniej zaciskam mięśnie Kegla. Jak dobrze, że pamiętam o tym, by je ćwiczyć, gdy stoję w korku. Czuję, że powoli jestem coraz bliżej. 
- Łyżeczki - mówi Louis. Niech go jasny szlag trafi, klnę w myślach. Louis obraca nami. Wypiam pupę do tyłu, a resztę ciała pochylam do przodu. Louis poprawia mnie i chwyta się mojego ramienia. Wychodzę naprzeciw jego ruchom. Zdejmuje dłoń z mojego ramienia i zaczyna mnie nią pieścić. Próbuję nie jęczęć, jednak jest to niewykonalne. Coraz szybszym ruchem wypycham biodra do przodu i do tyłu, a Louis tak samo coraz szybciej mnie pieści. Ściskam mięśnie Kegla. Czuję, że i ja i Louis zaraz dojdziemy. Razem. Oboje przyspieszamy. I w końcu, w jednym momencie czuję jak moje napięte ciało się rozluźnia, a jego sperma opuszcza jego penisa i wlewa się we mnie. Oboje padamy bez sił na poduszki i próbujemy unormować oddech. Przykrywam nas kołdrą, gdy ktoś puka do drzwi. Z Louisem patrzymy zdezorientowani to na drzwi, to na siebie. W końcu Louis wstaje, podchodzi szybko do komody, bierze bokserki, ubiera je i otwiera drzwi. 
- Przyśnił mi się koszmar - słyszę głos Marthy. Louis bierze ją na ręce. W prawej dłoni trzyma swojego różowego misia. 
- Chodź, będziesz spać z nami - mówi Louis.